Prowadzenie budżetu domowego nie musi być mordęgą. To nie matematyka finansowa. Przy zachowaniu pewnych prostych reguł to przede wszystkim możliwość spojrzenia na nasze rodzinne wartości z innej, lepszej strony. Poprzez skonstruowanie prawidłowego budżetu, zaczęliśmy bardziej doceniać to co jest rzeczywiście dla nas istotne a nie tylko to co ma wysoką wartość rynkową. Zobacz jakie to proste.
Przejrzystość. To podstawa przy planowaniu domowego budżetu. Wiele osób, które prowadzą wspólny dom mają dwa lub więcej kont osobistych, na które są przelewane ich przychody. My posiadamy jedno wspólne konto, na które wpływają nasze pensje. To o wiele prostsze i tańsze rozwiązanie. Posiadając jedno konto nie generujemy dodatkowych opłat za przelewy ani za obsługę dodatkowych rachunków. No i wspólnie decydujemy o naszych wydatkach.
Proste reguły. Znam osoby, które używają programów do zarządzania domowym budżetem. Jest to rozwiązanie umożliwiające dość skrupulatne śledzenie wydatków i jest bardzo precyzyjne. Budgetpuls jest świeżutką i ciekawą aplikacją online. O ile masz ochotę spędzać przy budżetowaniu sporo czasu lub po prostu to lubisz takie programy są dla ciebie. My nie. Osobiście wolę pamiętać o prostych zasadach, które ustaliliśmy dużo wcześniej prowadząc dom i od czasu do czasu modyfikować je w miarę potrzeby. Nazwaliśmy je po prostu budżetem na piątkę i rzeczywiście sprawdzają się wyśmienicie. Niezależnie od tego czy akurat zarabiamy więcej czy też musimy sobie radzić ze skromnym wynagrodzeniem.
Dziel i rządź. Nasze comiesięczne przychody dzielimy na 5 części:
- 10 % przeznaczamy na naszą emeryturę. Są to polisy ubezpieczeniowe w III filarze, ale równie dobrze może to być konto IKE albo też innego rodzaju emerytalna inwestycja.
- 10% idzie na inwestycje długoterminowe. Produktów inwestycyjnych i bankowych jest u nas obecnie w bród. Do wyboru do koloru. Nasze inwestycje obecnie to głównie fundusze i akcje.
- 10% to oszczędności krótkoterminowe. Gdy potrzebujemy gotówki na naprawę samochodu, dentystę lub nieplanowane większe zakupy pokrywamy je właśnie z oszczędności krótkoterminowych. Bo po to one są! Nie trzymamy ich na RORze ale na rachunku lokacyjnym z wysokim oprocentowaniem. To taki trik psychologiczny, żeby były od ręki osiągalne ale jednak aby trzeba było się trochę wysilić, żeby je z stamtąd pobrać.
- 10% zostawiamy sobie na wszelkie przyjemności. Zabawki dla synka, słodycze, papierosy, alkohol, wyjście do kina, teatru, na pizze. Ogólnie mówiąc czysta przyjemność. Chyba nie muszę nadmieniać, że ta część budżetu jest zawsze skonsumowana przez nas w 101 procentach J
- 60% naszych przychodów czyli cała reszta, która nam zostaje to jest to co mamy na opłaty i życie. Teraz nam starcza bez problemu ale zanim nie przywykliśmy do bardziej gospodarnego życia to muszę przyznać, że łatwo nie było.